piątek, 29 czerwca 2018

Jak uzyskać chłodny odcień blondu?


Pewnie często borykacie się z tym problem, prawda? Farbujecie włosy same lub prosicie fryzjerkę o piękny, platynowy blond a wychodzi jak zwykle. Aby mój blond był zawsze chłodny, przez lata używałam fioletowego szamponu z Joanny. Spełniał moje oczekiwania przy regularnym stosowaniu, natomiast ostatnio odkryłam zupełną nowość! Szampon oraz odżywkę PRO:VOKE Touch of Silver. Jak mogliście zobaczyć na moim instagramowym zdjęciu (klik), wyszedł świetny :) Kto śledzi moje Instastory, wie że użyłam wtedy również fioletowej i różowej płukanki od Delia. Płukanek używam sporadycznie, natomiast fioletowy szampon i odżywka PRO:VOKE pozwala mi cieszyć się w końcu chłodnym blondem na dłużej.   


Szampon wzbogacony jest fioletowym pigmentem, który niweluje żółte odcienie. Posiada gęstą konsystencję i wystarczy niewielka ilość aby dobrze się pienił. Plusem jest również bardzo ładny, delikatny zapach. Włosy należy myć przez ok. 5 minut, potem obficie spłukać wodą. Za pierwszym razem, efekt był dla mnie niewystarczający, dlatego umyłam włosy jeszcze raz. Należy stosować go dwa razy w tygodniu. Ja myje włosy co drugi dzień, więc czasem po prostu odpuszczam i używam zwykłego szamponu. Efekt jest naprawdę zadowalający. Chcę również zaznaczyć że mój blond nie jest baaaardzo "żółty". Nie wiem czy szampon poradziłby sobie z "żółtym kurczaczkiem" ;) Natomiast na moich włosach sprawdza się świetnie i to jest właśnie to czego oczekuję od szamponu mającego ochłodzić kolor. Mimo tego, że jest NAPRAWDĘ ciemno fioletowy, to nie robi plam i nie zostawia fioletowych pasm (no ale jeśli potrzymacie dłużej to podejrzewam że tak się właśnie stanie ;)). Działa delikatnie ale skutecznie. Cieszę się bardzo ładnym blondem :)

Jedyny minus jaki znalazłam to fakt że plącze włosy. Ale jak już kiedyś pisałam, po każdym myciu używam maski, chociaż na 3 minuty aby nie mieć problemów z rozczesaniem włosów. 

Szampon dostępny jest w wybranych drogeriach HEBE. Jeśli chcecie kupić szampon online, polecam oficjalną stronę gdzie produkt jest pewny i sprawdzony (klik).  


Po użyciu szamponu zalecane jest użycie odżywki z tej samej serii. Odżywka ma również kolor fioletowy ale nie tak intensywny jak w przypadku szamponu. Należy wmasować ją we włosy i również odczekać ok. 5 minut, po czym dokładnie spłukać.

Odżywkę również można kupić w drogeriach HEBE. 


Podsumowując, jestem bardzo zadowolona z używania powyższych produktów. Spełniają swoją rolę zdecydowanie. Nadają włosom piękny, srebrny kolor. A może Ty lubisz właśnie złoty blond?! Jeśli tak, marka PRO:VOKE wyszła również naprzeciw Twoim oczekiwaniom :) Dostępna jest także seria LIQUID BLONDE, która pozwoli Ci cieszyć się złocistym blaskiem Twoich włosów. 


Jaki typ blondu preferujecie? Złocisty czy chłodny?
Jakich produktów Wy używacie aby nadać włosom pożądany odcień?

Dajcie znać w komentarzu! :)

Pozdrawiam ciepło!
Dzięki że jesteście! ;) 

środa, 27 czerwca 2018

Halier - witaminy na włosy


W dniu dzisiejszym, chciałabym przedstawić Wam moją nowość na włosy, czyli suplement od marki Halier - HAIRVITY. Już na wstępie, chciałabym zaznaczyć że jest to moje pierwsze opakowanie, dlatego nie chciałabym pisać o swoich efektach. Mimo że włosy stały się jak dla mnie gładsze...to widoczne rezultaty mają pojawić się po ok. 3 miesiącach od regularnego stosowania. Kuracja tymi witaminami ma wspomagać moją skórę głowy oraz zdrowy wygląd włosów. Na wszystko potrzeba czasu ale czuję że zanosi się na coś dobrego! ;) 


Skład: na Hairvity składają się najskuteczniejsze witaminy i mikroelementy dobrane tak, by jak najlepiej wpływały na kondycję włosów. Substancje czynne to: kolagen, l-leucyna, l-walina, l-cysteina, l-metionina, l-lizyna, MSM – metylosulfonylometan, ekstrakt ze skrzypu polnego, witamina C, niacyna, żelazo, kwas pantotenowy, witamina B6, witamina B2, witamina B1, witamina A, kwas foliowy, biotyna, witamina D3, witamina B12.

Chcę również zaznaczyć, że produkt przeznaczony jest dla osób dorosłych!
W opakowaniu znajduje się 60 kapsułek. Należy przyjmować jedną rano (po posiłku) oraz jedną wieczorem. Jeden słoiczek starcza zatem na miesięczną kurację. 


Producent zapewnia, że kuracja zmniejszy wypadanie włosów, które mają stać się przy tym gładsze i bardziej nawilżone. Najlepsze jest to, że witaminy wpływać mają również korzystnie na skórę i paznokcie! Super! Czekam i wierzę że tabletki odbudują strukturę moich włosów. Czas pokaże! 

Aby nie było tak słodko i kolorowo, produkt ma też swoje minusy. Pierwszym jest to że brzydko pachnie. Mój mąż mówi, że zapach jest nie do zniesienia ;) Do najprzyjemniejszych nie należy, no ale raczej nie o to tu chodzi. Przygotujcie sobie również dużą ilość wody do popicia, ponieważ tabletki są dosyć spore. Przyznam że mam problem z ich połykaniem.  


Obiecuję, że dam znać o efektach gdy tylko skończę 3 miesięczną kurację! 

Jeśli również jesteście zainteresowani HAIRVITY, odsyłam Was na stronę sklepu www.halier.pl , gdzie dostępne są kapsułki zarówno dla kobiet jak i mężczyzn!

A może używaliście już tego produktu? Jak Wasze wrażenia? Czy pojawiły się oczekiwane rezultaty?

Ściskam! 

niedziela, 24 czerwca 2018

Sukienka maxi + czerwone dodatki


Hej Kochani!
Pogoda skutecznie robi mi na złość! Mieliśmy wybrać się na niedzielny spacer, a przy okazji zrobić zdjęcia w plenerze. Wyszło ja wyszło...błoto i deszcz sprawiły, że zostaliśmy w domu. Zdecydowanie wolę zdjęcia na świeżym powietrzu...lepsze światło, lepsze krajobrazy, więcej możliwości. Cóż...na niektóre rzeczy po prostu nie mamy wpływu! :) Przyszły tydzień zapowiada się znów na pełnych obrotach, więc wiedziałam że muszę skorzystać ze zdjęć które zrobiliśmy w domu kilka dni temu. 

Dziś na tapecie sukienka maxi, z modnym ostatnio "liściastym" motywem. Zwiewna, wygodna - idealna na lato. Kupiona w sklepie stacjonarnym w Świebodzinie, dlatego nie mam możliwości umieszczenia do niej linku ;) 

Do sukienki wybrałam czerwone dodatki. 
Piękna torebka na łańcuszku pochodzi ze sklepu www.torebki-fabiola.pl (klik). Ten model dostępny jest w trzech rozmiarach. Ja wybrałam dla siebie rozmiar M. Wszystkie torebki FABIOLA wykonane są ręcznie, dlatego każda z nich jest unikalna i wyjątkowa :) Dzięki zamszowemu paskowi na górze, torebka nie spada i świetnie trzyma się na ramieniu. Uszyta jest ze skóry welurowej, z zapięciem na magnes. Jeśli nie przepadacie za łańcuszkami, bez problemu możecie poprosić o zmianę na skórzany pasek. W ofercie sklepu znajdziecie również nerki czy plecaki. 

Buty, to zamszowe sandałki ze strony www.royalfashion.pl (klik). Zdecydowałam się na niewysoki słupek, aby nosić je zarówno na większe wyjścia jak i na co dzień. 

Jak podoba Wam się stylizacja?
Dajcie koniecznie znać! :)







Zapraszam również na IG sklepu FABIOLA: @fabiola_torebki
Bądź na bieżąco również z moim IG! ;) : @joanna_majj

czwartek, 21 czerwca 2018

Moje zamówienie z ZAFUL!


Hejo! Pamiętacie jak jakiś czas temu pokazywałam Wam na Instastory moje zamówienie z www.zaful.com ? Pytaliście głównie o strój kąpielowy oraz pędzle do makijażu. W końcu znalazłam chwilę aby opowiedzieć Wam o swoim zamówieniu ;)

ZAFUL to strona, która skupia się w głównej mierze na odzieży, butach i dodatkach. Nie chciałam zamawiać nic z odzieży (prócz stroju), bo wiadomo jak to jest...nie ten materiał, nie ten rozmiar itd. Zdawałam sobie również sprawę że na swoje "chińskie zamówienie" będę musiała trochę poczekać. Dotarło do mnie po ok. 3 tygodniach. W całości! Niczego nie brakowało ;) Jakieś pół roku temu, złożyłam zamówienie z tej strony i niestety z całego zamówienia dotarła tylko torebka :p 

Strój kąpielowy (17,99 USD): zgodnie z wymiarami podanymi na stronie, zamówiłam dla siebie rozmiar L (na codzień noszę M). Był to dobry wybór, ponieważ roz. M byłby za mały ;) Także tutaj wszystko się zgadza :) Stój jest wykonany solidnie, bardzo ładnie prezentuje się doszyta u góry koronka. Jest wiązany na szyję, z tyłu również mamy gruby pasek który należy zawiązać. Jeśli chodzi o wszyte w strój miseczki, to niestety musiałam je wyciągnąć, bo przemieszczały się w środku...nie były doszyte "na stałe". No to teraz mam strój bez miseczek...a bez nich w moim przypadku ani rusz haha ;p Także zamierzam pokombinować i wszyć miseczki od innego stroju, tak aby biust pozostawał na miejscu ;p Panie które cieszą się dużym biustem, mogą go nosić bez problemu. Jeszcze nie miałam okazji się w nim kąpać, mam nadzieję że się nie skurczy ;p   


Do kupienia tutaj: klik 


Naszyjnik (3,34 USD): Piękny jest! No piękny! Za trochę ponad 3 dolary? No ja Was proszę :p Tak często zamawiałam z Allegro podobne naszyjniki za 30, 40 zł...czy to na wesele czy inną imprezę...teraz wiem że mocno przepłacałam...bo to jest to samo! Super propozycja na lato i jeden z moich ulubionych na tą chwilę naszyjników. Zdaje sobie sprawę, że kolor "złoty" nie będzie utrzymywał się wiecznie ale za takie pieniądze...warto :) Jak wygląda na szyi, możecie zobaczyć na moim Instagramowym zdjęciu (klik). 

do kupienia tutaj: klik




Pędzle do makijażu (10,64 USD): Pytaliście jak się sprawują, czy dobre, czy niedobre, jak tam włosie....itp, idt....co ja mam Wam powiedzieć? Milion razy wspominałam że marny ze mnie znawca w tej dziedzinie. Jak na moje potrzeby są świetne. Poza tym, to słodkie ombre sprawiło że musiałam je mieć. Pięknie się prezentują, prawda? :) Do wyboru na stronie macie wieleeeeeele, wiele innych, mniejszych większych, o podobnym wzorze. Podobno chińskie pędzle cieszą się dużym powodzeniem i część z nich jest używana nawet do makijażu profesjonalnego...ale cóż, nie mi to oceniać. Takie doszły mnie słuchy ;)

do kupienia tutaj: klik 



Kolczyki (1,77 USD): najtańszy zakup z mojego całego zamówienia. Tutaj również mogę stwierdzić, że kupowane przeze mnie na różne okoliczności kolczyki z Allegro, pochodzą właśnie z ZAFUL ;p Świetnie wyglądają, możecie zobaczyć to na moim zdjęciu na Instagramie (klik). 

do kupienia tutaj: klik


Pasek do spodni (7,72 USD): czyli ostatni już zakup. "Wrzuciłam" go do koszyka, przede wszystkim ze względu na ładną klamrę i ciekawe wykończenie ;) Na zdjęciach ze strony wydawał się trochę grubszy. Do wyboru macie jeszcze klamrę w kolorze złotym. Nie jest to pasek ze skóry oczywiście ale jak na razie prezentuje się całkiem ładnie :) Nie jest również za krótki, a bałam się że tak właśnie może być. Spoko! :) 

do kupienia tutaj: klik 



To by było na tyle! Całe zamówienie spełniło moje oczekiwania i jestem bardzo zadowolona z przesyłki!

Czy zamawiałyście już kiedyś ze strony www.zaful.com?
Jakie macie doświadczenia z zamówieniami z chińskich stronek? :)

Buziaki! <3

środa, 20 czerwca 2018

Biotaniqe - wegański detox botaniczny!


Nie spieszyłam się z tą recenzją. Kosmetyki które chcę Wam dziś pokazać testuję od ponad dwóch miesięcy. Chciałam dać czas sobie oraz tym produktom, chciałam być pewna SWOJEJ opinii. Bo czym jest wegański, botaniczny detoks skóry od Biotaniqe?

Tłumaczę, objaśniam, oceniam ;)


W skład "detoxu" wchodzą 4 produkty, które powinno używać się w odpowiedniej kolejności. Każdy produkt zawiera w sobie składniki pochodzenia naturalnego. Całość ma zapewnić nam dogłębne działanie, dzięki zawartości substancji o antyoksydacyjnym i matującym działaniu. 
Pierwszym etapem pielęgnacji jest oczyszczenie twarzy. Tutaj mój faworyt, czyli Węglowy Płyn Micelarny.  Nie używam go do zmywania makijażu, chociaż producent zapewnia że zmywa go błyskawicznie. Raczej już po zmyciu z siebie podkładu i całej reszty, sięgam właśnie po ten produkt. Mam wrażenie że usuwa te wszystkie "resztki", dzięki czemu skóra jest dogłębnie oczyszczona i świeża. Zawarte w produkcie mikrokuleczki węgla delikatnie masują twarz, eliminując wszystkie zanieczyszczenia i zrogowaciały naskórek. Wystarczy nanieść odrobinę na wacik. Na plus zasługuje również wygodne opakowanie z pompką. 

Cena: 14,99 zł


Kolejnym etapem pielęgnacji jest Zaawansowane Serum Ochronne. Zadaniem produktu jest wygładzenie, redukowanie zmarszczek oraz rozświetlenie. Należy stosować go codziennie rano i wieczorem, przed nałożeniem kremu nawilżającego. Bardzo spodobał mi się jego delikatny, kwiatowy aromat. Serum należy "wklepać" w skórę twarzy, szyi oraz dekoltu. Aby całkowicie się wchłonął, musimy chwilę poczekać ale producent zapewnia że warto - tworzy się wtedy delikatna warstwa ochronna, która chroni przed działaniem szkodliwych czynników zewnętrznych. Serum ma również zapobiegać przedwczesnemu powstawaniu zmarszczek oraz niwelować oznaki zmęczenia. Bałam się, że makijaż po użyciu takiego "olejku" nie będzie się trzymał - niepotrzebnie. Oczywiście trzeba poczekać do całkowitego wchłonięcia się produktu ale potem możemy już nakładać podkład itd. Wszystko zostaje na swoim miejscu ;) Kosmetyk zdecydowanie godny polecenia :) 

Cena: ok. 25,00 zł


Teraz czas na kremy! Zacznijmy od Antyoksydacyjnego Kremu/Żelu  linii Green Detox. Produkt przeznaczony do stosowania na dzień. W swoim składzie zawiera witaminę E oraz wodę probiotyczną. Cóż mogę o nim powiedzieć? Z pewnością to, że świetnie nawilża. Bardzo lubię też jego konsystencję, taką...żelowo-kremową ;) Producent pisze również że krem zapewnia "efekt zmatowienia", przed nałożeniem makijażu. Ja tego nie zauważyłam, natomiast krem uważam za naprawdę dobry produkt do codziennego stosowania. Muszę przyznać że jest to jeden z lepszych kremów nawilżających jakie miałam okazje używać. 

Cena: ok. 20,00 zł



Skoro był krem na dzień, to czas na ostatni produkt...Węglowy Regulujący Krem/Maska na noc. Podobnie jak żel micelarny, zawiera w sobie mikrokuleczki węgla. Wyciąg z białej herbaty ma działać antyoksydacyjnie, a woda probiotyczna chronić skórę i wspierać jej naturalne funkcje. Nie wiem dlaczego znalazło się w nazwie słowo maska...uważam że jest to dobry KREM nawilżający. Nie jest on bardziej gęsty niż krem na dzień, nie pozostawia na twarzy efektu maseczki. Nie uważam tego za wadę produktu, natomiast słowo MASKA jest tu dla mnie zbędne ;) Rano należy go zmyć ciepłą wodą. Skóra jest nawilżona i ładnie napięta. 

Cena: 18,99 zł


Powyższą serię uważam za bardzo udaną. Wszystkie produkty zostały przetestowane dermatologicznie. Miło mieć na łazienkowej półce kosmetyk który jest "przyjazny środowisku". Twarz jest nawilżona i świetnie oczyszczona. Nie musicie kupować od razu całej serii! Proponuje Wam kupić najpierw żel micelarny, a dalsze zakupy będą już formalnością!  

Buziaki!

poniedziałek, 18 czerwca 2018

Moje hawajskie nowości od Bell!


Na samym początku posta, chciałabym serdecznie podziękować Wam za odzew i dobre rady pod moim poprzednim wpisem. Widzę że nie tylko mnie dopada czasem rutyna i brak motywacji do działania. To właśnie sprawia że ruszam tyłek i działam dalej...Wasze spontaniczne reakcje :) Bo jeśli ktoś mnie czyta, nawet jedna osoba (chociaż mam cichą nadzieję że jest Was więcej ;p)...to dla tej jednej osoby warto! :) "Aśka wyluzuj i zwolnij..." - jedno zdanie, a jakże do mnie trafiło. Dziękuję raz jeszcze! :) 

Teraz przejdźmy do rzeczy! :)
.
.
.
Piasek, morze, słońce, lato...właśnie tak kojarzy mi się nowa, limitowana kolekcja kosmetyków Bell Hawaiian Ocean. Produkty, które pomogą nadać nam blasku na lato, możecie kupić w czerwcu i lipcu w sklepach Biedronka. Poznacie je od razu po oryginalnej szacie graficznej. 

Pisałam juz niejednokrotnie, że markę Bell cenię za dobre kosmetyki w naprawdę niskiej cenie. Podoba mi sie bardzo, że używając podkładu (o którym pisałam klika postów wstecz) czy np. bananowego pudru, mam pewność, że mój makijaż utrzymywać się będzie przez długie godziny. 

Co mam dla Was na dziś?
Zaczynamy! :)


Na początek, trzy produkty które nadadzą błysku waszej twarzy. Bo czy buzia nie wygląda bardziej promiennie i  świeżo, kiedy w odpowiednie miejsca nałożymy na nią odrobinę rozświetlacza? Propozycja od Bell jest bardzo uniwersalna, ponieważ można aplikować ją również na ciało. W porównaniu do rozświetlacza od Pierre Rene (o którym pisałam kilka postów wstecz), ten daje bardziej subtelny efekt. Stosuję go zazwyczaj na szczyty kości policzkowych. Zawiera w sobie perłowe pigmenty które świetnie odbijają światło. 


Poniżej na zdjęciach cienio rozświetlacze, dostępne w dwóch wersjach kolorystycznych. Mogą być używane zarówno jako połyskujące cienie do powiek ale też jako produkty do rozświetlenia kości policzowych oraz łuków brwiowych. Przed ich nałożeniem na powiekę, stosuję bazę pod cienie (Bell HypoAllergenic), dzięki czemu utrzymują się zdecydowanie dłużej. Zamknięte są w poręcznych, niewielkich opakowaniach, przez co idealnie nadają się jako produkt "do torebki". 

Cena rozświetlacza oraz cienio rozświetlaczy to 9,99 zł. Chyba niewiele, prawda? :)



Kolejna "połyskująca" propozycja tej marki to błyszczyk Bell Lip HighlighterOczywiście nie nadaje żadnego koloru, natomiast zawarte w nim drobinki sprawiają że usta błyszczą się bardzo! :) A co najlepsze! Optycznie powiększa i chłodzi. Może nie nazwałabym tego chłodzeniem...bardziej delikatnym mrowieniem ust. I jest to efekt wyczuwalny już po nałożeniu jednej warstwy. Plus również za to, że pięknie pachnie...słodko i owocowo :) Dostępna jest również wersja różowa. 

Cena: 9,99 zł


Modny trend w tym sezonie to z pewnością metaliczne usta. W kolekcji Bell Hawaiian Ocean znajdziecie zatem metaliczną ale dość delikatną propozycję (co uważam tutaj za zaletę produktu). Daje lekko różowy, metaliczny odcień. Jeśli chcecie aby metaliczny kolor był mocniejszy, polecam pomadki od Bell HypoAllergenic, o których pisałam jakiś czas temu. Znajdziecie tam większą gamę kolorystyczną, a do tego konturówki. 

Cena: 9,99 zł 


Kolejne na tapecie są połyskujące Bell Shiny Lipstick. Dostępne w czterech wariantach kolorystycznych: Waikiki, Aloha, Orchid, Volcano. Pomadki są kremowe i dobrze się je nakłada. Jeśli chodzi o pigmentację, należy nałożyć dwie lub nawet 3 warstwy aby uzyskać fajny efekt. Pięknie prezentują się na ustach, natomiast ich trwałość jest....średnia. Znika z ust dosyć szybko :( Jeśli nie jesz, nie pijesz to ok....ale tylko spróbuj... ;p Oczywiście za cenę 8,99 zł warto ją kupić i traktuję je jako pomadki dzienne, nawilżające. Nie skreślam ich absolutnie! A cudowny, tropikalny zapach sprawił że używam wszystkich czterech...naprzemiennie :) 




Ostatnimi produktami z tej serii są lakiery do paznokci Special Effect Nail Enamel. Przed zrobieniem paznokci żelowych zdążyłam przetestować jeden kolor! Ufff! ;) Dostępne są w 6 wariantach kolorystycznych. Podobnie jak rozświetlacz, zawierają w sobie drobinki z masy perłowej, które pięknie odbijają światło. Gdy zaczęłam testowanie, od razu zwróciłam uwagę, że są podobne do metalicznych lakierów z serii Bell HypoAllergenic. Natomiast ta gama kolorystyczna jest bardziej soczysta i wakacyjna - świetna propozycja na lato :) Pędzelek jest odpowiednio szeroki, dlatego aplikacja jest bardzo prosta. Lakier utrzymywał się bez odpryskiwania ok. 3-4 dni. Wysycha bardzo szybko i daje świetny, metaliczny efekt. Kosztuje jedyne 6,99 zł :)


Jeśli jeszcze nie kupiłyście nic z tej propozycji od Bell to naprawdę polecam :) W Biedronce jesteś pewnie raz w tygodniu (lub częściej) więc zatrzymaj się koło szafy z tymi produktami i wybierz coś dla siebie! Należy Ci się przecież! ;p

A może masz już swoje hawajskie cudeńka od Bell? ;)


piątek, 15 czerwca 2018

(NIE)modowy post.


Dziś planowałam "luźnego pościaka"....ale wyszło inaczej. 

Zdaję sobie sprawę, że czasem możecie mieć dość kosmetycznych recenzji ale..."taka praca"! ;) Ja to bardzo lubię i chcę się tym z Wami dzielić. Wiem również, że jest tego sporo, natomiast wszystko po to aby każda z Was mogła znaleźć u mnie coś dla siebie! :) 
Dla każdego coś dobrego! :p Taki żarcik...

Staram się, staram się jak mogę...

I miałam pisać dzisiaj o modnych dodatkach do stylizacji, że są ich dopełnieniem, że lubię te wszystkie świecidełka, kolczyki, naszyjniki i bransoletki. Żeby było coś innego, ciekawego, żeby nie zanudzać Was ciągle kolejnym kremem czy balsamem do ciała...ale naszły mnie takie przemyślenia....

Ostatnio mam wrażenie że stoję w miejscu. Niby jest ok, niby wszystko w porządku, ale taka jakaś monotonia wdała się w moje "blogowe życie". Produkt - testowanie - zdjęcia - recenzja - produkt - testowanie - zdjęcia - recenzja i tak w kółko macieju. I nie mam motywacji aby wykrzesać z siebie więcej. A wcześniej miałam tyle zapału! Czy to ten skwar za oknem sprawia że moja motywacja spada? A może powód leży gdzieś indziej...nie wiem. Mam jednak nadzieję że już niedługo ruszę z kopyta, zaskakując przede wszystkim samą siebie ale również i Was. Bo przecież włożyłam w to wszystko ogrom pracy i czasu. No właśnie czasu....ciągle mam go za mało. Nie obejrzałam zwyczajnie filmu z "kopytami na stole" od miesięcy, a jedną książkę czytam już (o zgrozo) ponad miesiąc. I wiem nawet kiedy tego czasu zaczęło mi brakować - kiedy przestałam PLANOWAĆ.  W motywacyjnych książkach które bardzo lubię i których czytałam wiele, często poruszany był temat mądrego zarządzania swoim czasem. Weź kalendarz, usiądź i planuj! Rozłóż wszystkie swoje obowiązki, plany, cele na cały tydzień! Wystarczy w niedzielę wieczorem usiąść z kalendarzem i rozdzielić poszczególne punkty. I najważniejsze! W Twoich planach musi znaleźć się miejsce na Twoje przyjemności, czy po prostu na " nic nie robienie". Ja mam wrażenie, że mój czas ucieka mi przez palce i mimo że jestem ciągle na pełnych obrotach to nie robię NIC i NIC się nie dzieje. Taki paradoks. Tyle rzeczy mam w głowie, pojawiają się jakieś pomysły, idee, koncepcje - taki mały chaos. I gdzieś w natłoku codziennych obowiązków zwyczajnie mi to ulatuje. Też tak czasem macie?  A przecież wystarczy to zapisać, chociaż jednym słowem. 

Chciałam się z Wami tym podzielić bo jeśli ja odczuwam monotonię, to pewnie Wy też zaraz ją zauważycie (jeśli już tak się nie stało ;)). 

A jak Wy zarządzacie swoim czasem? Czy Wam też ciągle go mało?

Ten post musi mieć jednak jakieś "modowe" zakończenie. Dlatego poniżej pokazuję Wam trzy moje nowe bransoletki, które są świetnym uzupełnieniem każdej stylizacji. Dajcie znać która podoba Wam się najbardziej! 


Bransoletka z motywem sowy - kilk (ShipGratis.eu)



Oraz dwie kupione ostatnio podczas pobytu nad morzem