czwartek, 15 listopada 2018

Produkty do makijażu od Lirene

Produkty do makijażu od Lirene

Aaaaaachhhh....dużo tego, prawda? Ale mam nadzieję że nadążacie i jesteście na bieżąco ;) Z marką Lirene poznaliśmy się bliżej przy okazji testowania produktów do pielęgnacji...sporo tego było prawda? Pamiętacie? Mam nadzieję że tak! Dzisiaj przyszedł czas na kilka produktów do makijażu. Przechodzę zatem do sedna, ponieważ mam dla Was naprawdę ciekawe produkty. 


Na fluid matująco - wygładzający City Matt, miałam "chrapkę" już od dawna. W opakowaniu z wygodną pompką znajduje się 30 ml produktu. Wybrałam dla siebie kolor 204 Naturalny. Początkowo miałam obawy że może być za ciemny, jednakże myślę że wstrzeliłam się idealnie. Pierwsze wrażenie to zapach, o którym wspominałam Wam już na moim Instastory (joanna_majj). Piękny! Konsystencję oceniam na dosyć gęstą, natomiast nie trzeba nakładać go wiele aby pokryć całą twarz. Rozprowadzam go pędzlem, natomiast producent na swojej stronie zaleca aby robić to po prostu palcami. Dlaczego? Nie wiem, mi jest zdecydowanie wygodniej. Po aplikacji uzyskujemy bardzo naturalny rezultat, bez efektu maski. Krycie jest również świetne, a matowy efekt utrzymuje się ok. 6 h. Jeden z moich ulubionych podkładów na co dzień, który zdecydowanie polecam. 

klik 


Bardzo lubię rozświetlacze...to taka "kropka nad i" przy każdym moim makijażu...nawet na co dzień. Buzia wygląda wtedy na świeżą i wypoczętą. Rozświetlacz Shiny Touch do twarzy i oczu to kompozycja kilku odcieni, odpowiednich zarówno do twarzy jak i oczu. Efekt glov oczywiście można stopniować...im więcej tym większe rozświetlenie. Lśniące drobinki nie osypują się i efekt trzyma się przez kilka godzin. To zdecydowanie chłodny odcień, z którym nie każdy się polubi, natomiast mi przypadł do gustu. Oczywiście nie używam konkretnego odcienia z paletki, za każdym razem mieszam wszystkie kolory na raz. Używam go przede wszystkim na szczyty kości policzkowych.





Ostatnim produktem jakich chce Wam dzisiaj pokazać, jest mineralny puder matujący do twarzy. Nie wiem dlaczego ale używam go tylko z powyższym podkładem od Lirene...jakoś spodobał mi się ten duet - dają razem naprawdę matowe wykończenie ;) Do wyboru, na stronie marki, macie kilka dostępnych odcieni, natomiast ja dla świętego spokoju, wybrałam dla siebie numer 01 - transparentny. Żeby potem nie było...że za ciemny, że za jasny....itp., itd. ;) Puder odpowiedni jest do każdego rodzaju cery. Tutaj znów spotykamy się z pięknym zapachem! Mimo, że zawiera w sobie maleńkie drobinki brokatu, to efekt jest "nienachalny" i naturalny. Plus również za to że nie osypuje się i nie osadza w załamaniach (absolutnie nie w zmarszczkach ;p). 

klik 





Czy używacie produktów Lirene do makijażu? Które możecie mi jeszcze polecić? Czekam na Wasze opinie! 

pozdrawiam,
Joanna


wtorek, 13 listopada 2018

Micelarne mleczko i tonik z wodą różaną od NIVEA

Micelarne mleczko i tonik z wodą różaną od NIVEA



Nie ma co, płyny micelarne od Nivea które Wam ostatnio pokazywałam na Instagramie (klik), są moimi top of the top. Używam ich naprzemiennie, częściej tego do makijażu dziennego, natomiast "przy niedzieli: sięgam bo mocniejszą wersję, która migiem usuwa makijaż nie podrażniając skóry. Płyny micelarne to zdecydowanie moja ulubiona forma demakijażu. Ostatnio jednak,  miałam przyjmeność przestestować kolejny produkt od NIVEA, a mianowicie MicellAIR® SKIN BREATHE MICELARNE MLECZKO I TONIK wzbogacone kojącą wodą różaną.  

Cała seria dostępna jest w czterech odsłonach: dwufazowego micelarnego płynu, żelu oczyszczającego, mleczka i toniku oraz chusteczek do demakijażu.


W opakowaniu o pojemności 200 ml, znajduje się mleczko o delikatnym, różanym zapachu który bardzo przypadł mi do gustu. Przeznaczone jest do każdego typu cery. Za zadanie ma oczyszczać i tonizować skórę twarzy, przywracając naturalną równowagę skóry. Jak radzi sobie z makijażem? Dobrze usuwa tusz do rzęs oraz pomadkę, nie podrażniając przy tym oczu. Myślę, że dobrze sprawdzi się również do skóry suchej, ponieważ daje uczucie nawilżenia, nie pozostawiając tłustej powłoki. Wystarczy na bardzo długo, użyłam go już kilka razy i praktycznie nic nie ubyło. Zatem plus za wydajność ;) Dostępny jest w wielu drogeriach, a kupić go można w cenie ok. 16,00 zł. 

Jeśli lubicie mleczka do demakijażu to jak najbardziej polecam. Dobry produkt, w dobrej cenie. Ja tymczasem zostaje przy swoich dużych "butlach" płynu micelarnego od Nivea, a różane mleczko czeka w kolejce kiedy zużyje tamte :)

Do następnego!

pozdrawiam,
Joanna




niedziela, 11 listopada 2018

Kavai Professional Brushes

Kavai Professional Brushes

Kolejne profesjonalne pędzle do makijażu twarzy oraz oczu trafiły w moje ręce. Tym razem poznacie ze mną bliżej markę KAVAI. A może już ją dobrze znacie? ;) Zawsze Wam powtarzam, że jestem amatorem jeśli chodzi o make up i zrobienie "znośnego" makijażu zajmuje mi klika godzin. Pędzle KAVAI, szczególnie te do nakładania cieni, przyniosły mi długo oczekiwaną pomoc. Może w końcu wykonam piękny makijaż oka samodzielnie! Ogromnie zazdroszczę, przeglądając instagramowe fotki, wszystkim babeczkom które na swojej powiece tworzą prawdziwe cuda. Ja też się kiedyś nauczę! Obiecuję! ;)  Pędzle KAVAI uważam za świetną alternatywę dla kobiet, które nie zajmują się makijażem w sposób profesjonalny, a chcą zainwestować w dobrej jakości produkty. Klasa, precyzja, łatwość aplikacji oraz piękny design - to cechy które z pewnością mogę przypisać pędzlom tej marki. 

Z przyjemnością pokazuję i opisuję Wam każdy z osobna :)

ENJOY! 


Pędzel K22 - do podkładu i korektora

Wykonany został z syntetycznego włosia wegańskiego (taklonu). Jest ono miękkie, gęste i puszyste. W prosty i precyzyjny sposób rozprowadza podkład, nie robiąc smug. Plus również za to, że "nie pije" podkładu. Bardzo solidne wykonanie (podobnie jak pozostałych pędzli). Równie ważne jest to, że miękkie włosie nie podrażnia naszej skóry. Świetny!



Pędzel K20 - do pudru, różu, rozświetlaczy

Wykonany z wysokiej jakości włosia kozy z dodatkiem włosia syntetycznego. Służy do nakładania produktów sypkich, a jego zadaniem jest podkreślenie konturu twarzy. U mnie sprawdził się idealnie do modelowania kości policzkowych oraz rozświetlacza.



Pędzel K62 - do korektora, rozświetlacza

Sprawdza się świetnie do nakładania pudru oraz korektora w okolicach oczu. Może być stosowany do nakładania rozświetlaczy na szczyty kości policzkowych. Wykonany został z dwukolorowego, syntetycznego włosia wegańskiego. W swoim kształcie przypomina jajo. 



Pędzel K85 - do cieni

Pędzel do makijażu oka typu smoky eye. Krótko przycięte i spłaszczone włosie umożliwia idealne rozcieranie cieni od nasady rzęs. Pomaga również w nakładaniu cienia na całą powiekę oraz na wewnętrzny kącik oka (w celu rozświetlenia). 



Pędzel K65 - do cieni

Włosie naturalne z dodatkiem włosia syntetycznego.  Przeznaczony do rozcierania i mieszania cieni oraz pigmentów. Idealny do aplikacji cieni w załamaniu i zewnętrznej strony oka. Odpowiednia długość i kształt włosia, pozwala na wykonanie precyzyjnego makijażu oka.



Pędzel K68 - do cieni

Wykonany z dwukolorowego włosia syntetycznego.  Pędzel przeznaczony do rozcierania cieni w zagięciach powiek, w kącikach oka i zaznaczania krawędzi. Idealnie sprawdza się podczas nakładania płynnych lub kremowych kosmetyków na mniejsze niedoskonałości twarzy lub okolice oczu. Wspomaga również tworzenie makijażu typu Smoky Eye.



Pędzel K70 - do cieni

Połączenie włosia naturalnego z syntetycznym. Rozciera cienie w prosty sposób, co jest dla mnie dużą jego dużą zaletą. Pędzel przeznaczony do nakładania cieni w formie prasowanej, kremowej lub sypkiej. Jest niezastąpiony w wykonywaniu makijażu typu Smoky Eye.



Wszystkie umieszczone zostały w miedzianej, chromowanej skuwce, z solidną, drewnianą rączką. Wyglądają na drogie, a moim zdaniem ich cena jest przystępna.  Łatwo się myją, co czynię mydełkiem, które dostałam wraz z rękawicą Glov (sprawdza się rewelacyjnie! ;)). Co najważniejsze, po myciu wracają do pierwotnego kształtu i nie wypada z nich włosie. 

Oceniam je na 6 z plusem, i stale będę powiększać swoją kolekcję o kolejne pędzle KAVAI. A Was już teraz odsyłam na stronę www.kavai.pl 

pozdrawiam,
Joanna





piątek, 9 listopada 2018

Nietypowy pomysł na prezent od IziGSM

Nietypowy pomysł na prezent od IziGSM

Z czym dzisiaj do Was przychodzę? No muszę Wam pokazać! ;) Lubię dzielić się z Wami moimi nowościami! Z reguły pokazuję Wam kosmetyki, odzież, obuwie, natomiast dziś mam dla Was takie cudeńko! Tłumaczę i objaśniam skąd, gdzie i za ile! ;p

A było to tak ;) Mój mąż od jakieś czasu marudził, że w naszej kuchni przydało by się radio....a bo cisza, a bo rano jak wstaje do pracy to coś by tam mogło grać, jakieś wiadomości, jakaś muzyka itd....jakoś lepiej by się szykowało ;) Postanowiłam sprawić mu mały prezent ale....po swojemu! :p  Nasza kuchnia nie należy do wielkich, dlatego też nie wyobrażałam sobie aby postawić na półce czy parapecie wielkiego "klamota". Drugi kłopot do dojście do gniazdka...i tutaj mnie oświeciło! Po co mi gniazdko skoro mogę zamówić głośnik Bluetooth i to z funkcją radia! Aaaaaa! Brawo ja! ;p  Najbardziej znane mi głośniki to te w kształcie kostki i takiego początkowo szukałam. Moje poszukiwania zakończyłam na stronie IziGSM. Jak możecie zobaczyć na załączonych "obrazkach" wybrałam coś wyjątkowego, a mianowicie głośnik gramofon w stylu retro. Wygląda świetnie i pięknie prezentuje się w kuchni, zajmując niewiele miejsca. 


Dlaczego tak nam się podoba?

- jest niewielki, a dźwięk jaki się z niego wydobywa jest rewelacyjnej jakości ( charczenia brak! ;))
- można odtwarzać na nim muzykę bezpośrednio z telefonu 
- posiada wejście na kartę microSD
- posiada wbudowane radio!!!
- może służyć jako zestaw głośnomówiący 
- podobno można nim również odbierać i zakańczać połączenia oraz łaczyć się z ostanio wybranym numerem...tego jeszcze nie obadaliśmy ;) 
- jest lekki i niebanalny

SPECYFIKACJA (cokolwiek to znaczy ;)):
Bluetooth V3.0
Moc wyjściowa: 5W
Pasmo przenoszenia : 20Hz - 20KHz
Zasięg bluetooth: 10m
Do zestawu dołączony jest również kabel USB, służący do ładowania (mamy głośnik tydzień, ładowaliśmy go raz) 


Święta za pasem, dlatego myślę że jest to świetna propozycja pod choinkę....dla mamy, taty, siostry, dziadka...czy dla męża! ;) Coś innego i z pewnością wyjątkowego. Coś co posłuży na lata i przyda się na co dzień. Bo przecież kto z Was nie ma w kuchni radia? ;)

Odsyłam Was na stronę IziGSM: klik 








Czy myślicie już o prezentach świątecznych? 
Jak Wam się podoba moja propozycja? :)

pozdrawiam,
Joanna 

środa, 7 listopada 2018

Bell - kolekcja Cosmic Girl

Bell - kolekcja Cosmic Girl

Hej! ;) Dziś słów kilka o produktach Bell! Nowa kolekcja Cosmic Girl jest dostępna w naszych Biedronkach! Wspominałam o tym na Instagramie wielokrotnie, dlatego mam nadzieję, że kupiłyście już małe co nie co do swojej kosmetyczki ;) Tę limitowananą edycję charakteryzuje błysk, brokat i iście jesienne kolory. Nazwy takie jak: czarna dziura czy spadająca gwiazda sugeruje że kolekcja jest... naprawdę kosmiczna! ;) 


BELL Cosmic Girl Metal Lipstick
Metaliczna pomadka do ust
Dostępna w trzech wersiach kolorystycznych (o pomadce czarne opowiem za chwilę ;)). Krycie oceniam jako średnie, natomiast dają ciekawy, metaliczny połysk na ustach. Są miękkie i bardzo łatwo się rozprowadzają. Nie wysuszają ust, a z powodu swojego ładnego zapachu są przyjemne w aplikacji. W składzie zawierają olej kokosowy, który ma działanie wygładzające i zmiękczające. Polecam na co dzień. 
01 Jupiter - jasny, chłodny beż 
02 Mars - łososiowy
03 Venus - różany rose gold z nutą pomarańczy
Cena jednej pomadki to 9,99 zł.
Czarnej pomadki Black Hole (czarna dziura) byłam bardzo ciekawa. Przede wszystkim efektu na moich ustach. Czarny sztyft po nałożeniu zmienia się w delikatny róż z drobinkami. Również łatwo się rozprowadza i sprawdzi się świetnie na co dzień jako delikatne podkreślenie ust. 


Baza pod cienie to kolejny produkt który trafił do mojej kometyczki. Dobrze spełnia swoją rolę, chociaż myślę że na wyrost jest tu opis producenta, iż może być to również korektor czy samodzielny cień do powiek. To chyba tak nie działa? ;) Dlatego ja używam tego produktu jako bazy i cienie trzymają się zdecydowanie dłużej oraz nie osypują się. 


Iskrzące cienie do powiek polubiłam już od pierwszego użycia. Moim faworytem jest kolor różowy, który na powiece mieni się jasnym złotem. Kolor jest naprawdę przepiękny i daje efekt błyszczącej tafli. Bardzo łatwo się nakłada, ja aplikuję jedną warstwę, a po wyschnięciu drugą aby wzmocnić efekt. Cień trzyma się spokojnie kilka godzin, nie roluje się i cały czas "błyszczy".  Sprawdzą się dobrze zarówno na co dzień jak i na wieczorne wyjście :)



Kolej na kredki do konturowania. Przyznam że to moja druga przygoda z produktami tego typu. Jakiś czas temu w moje ręce trafiły kredki od Eveline, których nadal używam! Ciężko je "wykończyć" ;) Teraz odeszły trochę na bok i ich miejsce zajęły dwie propozycje od Bell - bronzer oraz rozświetlacz. Są miękkie i posiadają kremową konsystencję, dzięki czemu nie ma problemu aby je rozetrzeć, (szczególnie bronzer) co czynię pędzlem (gąbeczką jest mi trudniej). Bronzer ma dość intensywny kolor, dlatego konturując twarz nakładam go naprawdę niewiele, robiąc cieniutkie "kreseczki". Jeśli chodzi o rozświetlacz to również możemy stopniować sobie efekt glov. Nakładając jedną warstwę, uzyskujemy subtelne rozświetlenie, a im więcej tym tym efekt bardziej wyrazisty. Pięknie mieni się w świetle! Koszt jednego to tylko 9,99 zł. 




Dopełnieniem całego błysku są równie "iskrzące" lakiery! Jeszcze nie miałam okazji ich używać ale tak jak wspominałam Wam ostatnio na Instagramie - zaczynam robić paznokcie sama, więc z przyjemnością przetestuje propozycje od Bell. Szczególnie czerwień i jej podobne ;)



Dajcie znać co z tej kolekcji udało Wam się już kupić!

pozdrawiam,
Joanna


niedziela, 4 listopada 2018

Co czytałam w październiku?

Co czytałam w październiku?
Heeeej! Dziś coś dla miłośników słodkiego lenistwa z książką, kocem i ciepłą herbatą (oczywiście z miodem, imbirem i cytryną ;)). Co udało mi się przeczytać w październiku? Już Wam pokazuję i krótko "recenzuję". Dwie książki to może niewiele ale cieszę się, że udaje mi się znaleźć na czytanie chociaż chwilę. Dziennie mogę przeczytać dwie strony ale muszą! Cokolwiek! ;) To dla mnie idealna forma relaksu i oderwania od rzeczywistości. 

Lubicie czytać? W komentarzu wpiszcie tutuły książek które są warte polecenia i które powinnam przeczytać koniecznie ;) A może przeczytaliście moje poniższe propozycje? Jeśli tak, czekam na Wasze wrażenia, tymczasem dzielę się z Wami swoją opinią. 


Nicholas Sparks - Z każdym oddechem

Sparks jest niekwestionowanym królem historii miłosnych. Miałam już przyjemność przeczytać kilka jego książek jak np. "Wciąż ją kocham" czy "Najdłuższa podróż". W moje ręce trafił kolejny jego tytuł, równie ckliwy i uczuciowy. Czy w życiu powinniśmy kierować się sercem czy rozumem? O tym w głównej mierze opowiada ta historia. "Główna bohaterka Hope Anderson znajduje się na życiowym rozdrożu. W wieku trzydziestu sześciu lat spotyka się ze swoim chłopakiem, ortopedą, od sześciu lat, lecz bez żadnych planów na ślub, czy posiadanie dzieci, o czym ogromnie marzy. Dodatkowo u jej ojca niedawno zdiagnozowano poważną, nieuleczalną chorobę. Kobieta postanawia wyjechać na tydzień do rodzinnego domu w Sunset Beach w Karolinie Północnej, aby przygotować go na sprzedaż i przemyśleć trudne decyzje dotyczące własnej przyszłości. Tru Walls nigdy nie był w USA, jednak zostaje wezwany do Sunset Beach listem od mężczyzny, który twierdzi, że jest jego biologicznym ojcem. Przewodnik safari, urodzony i wychowany w Zimbabwe, ma nadzieję, że rozwikła tajemnice otaczające wczesne życie matki i pozna odpowiedzi na pytania dotyczące własnego ojca. Kiedy ścieżki tej dwójki przetną się nieoczekiwanie, życie obojga oraz postrzeganie pewnych spraw, zmienią się na zawsze. Przyjaźń tych dwoje zaczyna przeradzać się w silne uczucie. Pełna miłości, nadziei, straty i lęków, żalu i rozpaczy. Jest opowieścią o miłości, która przytłacza, nawet czytelnika, swoją intensywnością, której nie można zapomnieć i która sprawia, że zastanawiasz się, czy chciałbyś aby Ciebie spotkało w życiu coś podobnego. Z jednej strony wspaniałe, budujące uczucie, jednak przynoszące również mnóstwo bólu, tęsknoty i uporczywych myśli o tym, co by było gdyby..."


Jenny Blackhurst - Czarownice nie płoną 

A tutaj już nic o miłości nie będzie....dreszcze przchodzą mnie na samą myśl o tej książce! Polecam każdemu kto lubi...się bać ;) Jedenastoletnia Ellie jako jedyna ocalała z pożaru. Jej przybrani rodzice oraz nauczyciele, zaczynają bać się dziewczynki, wierząc że posiada ona złe moce. Dlaczego? Wydaje się, że dzieją się naprawdę dziwne i niewytłumaczalne rzeczy, gdy Ellie traci panowanie nad sobą. Co jest nie tak? Jako jedyna na pomoc wyruszy fizjoterapeutka, Imogen Reid, która jest przekonana żę załamane dziecko nie może poradzić sobie ze stratą. Co okazuje się później...jej również zagraża śmiertelne niebezpieczeństwo. Jednak jest zdecydowana na to aby ocalić dziewczynkę. 
Książkę uważam za bardzo dobry triller, pełen napięcia i nieoczekiwanych wydarzeń. Rozdział są krótkie, przez co książkę czyta się niezwykle szybko. Bardzo dynamiczna akcja powoduje że nie można się oderwać i ciągle ma się ochotę na więcej :)

Za możliwość przeczytania dziękuję wydawnictwu Albatros www.wydawnictwoalbatros.com
Copyright © 2016 Oszczędnie.Modnie.Z klasą. , Blogger